reklama

niedziela, 18 czerwca 2017

Rozdział 12

Rozdział 12

Czekam jeszcze chwilę na to, co zrobi Erick, ale jest jak sparaliżowany. Wpatruje się we mnie, oczy nadal ma pełne strachu, ale i pożądania. Chcę się zbliżyć, by dosięgnąć jego dłoni, więc powoli robię jeszcze jeden krok. Erick ponownie chce się wycofać, ale mówię do niego.


-Nie rób tego, Ericku. Nie odtrącaj mnie – mój głos jest spokojny i opanowany. Mam wrażenie, że to właśnie dzięki temu Erick jest w tym dziwnym transie. Nie może nic zrobić, a jednocześnie bardzo by chciał. Nagle dochodzi do mnie, że przez tę jedną chwilę mam nad nim władzę. Nie wiem jakim cudem, ale mam. Zbieram się na odwagę i staję bardzo blisko niego. Nie dotykam go, ale wspinam się na palce, by ustami dosięgnąć jego ust. O Boże! Co ja wyprawiam? Wiem jednak, że nie mogę się wycofać. To instynkt podpowiada mi, co mam robić. Wysuwam końcówkę języka i delikatnie muskam jego gorące wargi. Erick zamyka oczy. Nie wiem czy mnie testuje, sprawdza czy naprawdę aż tak na niego działam?
-Pocałuj mnie – mówię szeptem. Sama jestem na granicy wybuchu. Moje ciało płonie i jest tak podniecone, że to wręcz bolesne. Sutki stwardniały, a na dole jestem już bardzo wilgotna. Jeśli mnie odtrąci, to chyba umrę z pożądania.
-W co ty grasz, Megan? – pyta nagle. W jego głosie słychać złość, ale Erick nadal stoi w bezruchu. Znowu więc zaczynam pieścić jego wargi językiem i cały czas patrzę mu prosto w oczy. To naprawdę jakaś gra, a on myśli, że biorę w niej udział.
-W to co ty, Ericku – odpowiadam, choć sama nie wiem, co oznaczają te słowa. Złość w jego spojrzeniu przeradza się w fascynację. Zaintrygowałam go. To chyba jakiś cud.
-Czyżby? – jego głos staje się mroczny. Totalnie mnie to podnieca. Odkąd go poznałam ten jego mrok i tajemniczość najbardziej mnie intrygowały. Bałam się tego, a jednocześnie pragnęłam, by taki był. By pozwolił mi nieco go poznać, a jednocześnie nie stracił na wyrazistości.
-Wierz w co chcesz, Ericku.
-Nie wiem czy mogę wierzyć i ufać tobie – nagle jego dłonie obejmują mnie i przyciągają bliżej. Nasze usta zbliżają się do siebie, a ja drżę. Jeśli się pocałujemy, to chyba umrę z nadmiaru emocji. Tak się jednak nie dzieje. Stykamy się wargami, ale to nie jest pocałunek. To jakaś gra, jedna z bitew w wojnie, którą prowadzimy między sobą.
-Ja też tego nie wiem – dyszę ciężko. Jego bliskość sprawia, że mam ochotę krzyknąć, by mnie zerżnął. Tak, zerżnął. Szybko i mocno. Bez zahamowania. Wiem, że tak potrafi. Wiem, że też tego pragnie. Nie wiem jednak do czego miałoby to doprowadzić, ale w takich chwilach nie myślę o konsekwencjach. Całą sobą chcę go odzyskać.
-A co wiesz? I czego pragniesz, Megan Donell? – pyta i gwałtownie odwraca mnie tyłem do siebie. Przywiera do moich pleców, a usta przystawia do mojego ucha. O Boże! Jeśli je obliże, to eksploduję.
-Wiem, że w tym momencie pragniesz tego, co ja – odpowiadam zgodnie z prawdą. Jestem pewna siebie i zdeterminowana. Erick zaczyna ciężko oddychać, a jego dłonie suną niżej na moje biodra.
-I co dalej? – prowokuje mnie. Jego gorący oddech wręcz pali mi skórę.
-A dalej będzie już tylko przyjemność. Dzika, nieposkromiona ekstaza, którą chcesz mi zafundować – moje policzki zaczynają płonąć. Sama jestem zaskoczona swoja odwagą – Powiedz, że chcesz. Powiedz to, Ericku – dodaję.
W jego spodniach robi się coraz ciaśniej. Cieszy mnie to i podnieca jeszcze bardziej. Poruszam się delikatnie, by otrzeć się o jego pęczniejącego penisa. Erick wciąga powietrze i już wiem, co nastąpi za chwilę. Jego dłonie wślizgują się w materiał moich dresowych spodni.
-Chcę tego, Meg. Kurewsko cię pragnę – drżę, gdy to mówi. Czuję jego palce, które bez wahania od razu zbliżają się ku mojej kobiecości. Odruchowo rozstawiam szerzej nogi, by miał lepszy dostęp. Jestem mokra, a on za sekundę się o tym dowie – Ty też tego chcesz, Meg – mruczy, bo czuje już moją wilgoć. Jego palec delikatnie wsuwa się między moje płatki, ociera się o łechtaczkę, a ja zaraz krzyknę, bo nie wytrzymam. Kurczowo zaciskam powieki i usta, by spróbować nad sobą zapanować. Czuję jakbym nie miała faceta od wieków, ale chyba taka jest prawda. To jego kocham i tylko on jest dla mnie jedynym facetem. Chcę się poruszyć, ale nie mogę, bo Erick trzyma mnie mocno i dociska do siebie.  Świat zaczyna wirować, gdy wsuwa we mnie palec. Jęczę, bo to silniejsze ode mnie. Chcę mu powiedzieć, by zrobił to czego pragnie, a nagle przerywa nam pukanie do drzwi. Spinam się, ale Erick nie przestaje. Kolejne odgłosy wyprowadzają mnie jednak z rytmu.
-Wiem, że tam jesteś, Meg. Otwórz! – to głos Rona. Ja pierdolę! Czego on chce? Dlaczego właśnie teraz? Chcę przerwać, ale Erick mi nie pozwala.
-Nie otwieraj – warczy mi do ucha i wsuwa we mnie drugi palec. Kurwa! Co on wyprawia?
-Ericku, nie… - jęczę, gdy przyśpiesza. Chwytam za rękawy jego marynarki, ale on ma swój plan i nie zrezygnuje z niego.
-Dzika, nieposkromiona ekstaza, Meg. Tego właśnie chciałaś, tak? – mruczy i z premedytacją zaczyna masować również moją łechtaczkę. Patrzę w panice na drzwi, bo Ron nadal się dobija. Szarpie za klamkę, ale nie może wejść. To jakiś obłęd. Powinnam to przerwać, ale Erick doskonale wie i czuje, że zaraz dojdę. Nie chcę tego, a i tak dojdę – No dalej, maleńka. Jak teraz skończymy, to będziesz mogła wpuścić go do środka – mówi ochryple i całuje namiętnie moją szyję.
-Och, Ericku… - dyszę i pozwalam mu na to. Moje ciało opanowuje  dzika i nieposkromiona ekstaza. Zaciskam się na jego palcach, a on delikatnie porusza dłonią, by dalej mnie stymulować. Majaczę jakieś bzdury, a on cały czas pieści ustami także moją szyję i wiem, że tryumfalnie się przy tym uśmiecha. Osiągnął swój cel i choć też tego pragnęłam, to nagle ogarnia mnie dziwne uczucie, że i tak przegrałam i tego pożałuję.
-Teraz możesz mu otworzyć – oznajmia Erick i puszcza mnie, a ja nadal cała drżę. Jestem rozpalona, a oddech rwie się z piersi. Patrzę na niego i nerwowo poprawiam włosy, a on wygląda na zupełnie niewzruszonego. Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi.
-Meg do cholery! Bo wezmę policję! – ostrzega mnie Ron, ale nie chcę go wpuszczać. Nie w tym momencie. Nie chcę, by widział, że jestem z Erickiem.
-Nie otwierasz? – pyta Erick i wyciera kąciki ust, a następnie je oblizuje. To cholernie seksowne, bo przecież ma na nich mój smak.
-Nie… - bąkam cicho, by Ron nie słyszał.
-Nie wypada tak spławiać adoratora, Meg – mówi i nagle rusza do drzwi.
-Co ty wyprawiasz?! – piszczę, gdy sięga do klamki jakby chciał otworzyć te pieprzone drzwi.
-Zachowuję się fair play – odpowiada. Wygląda na rozbawionego zaistniałą sytuacją. Chcę go powstrzymać, ale Erick zwalnia blokadę i przekręca klamkę. Kurwa!
-No nareszcie! – to głos Rona. Wypowiada te słowa sekundę przed tym, gdy dostrzega Ericka. Zatrzymuje się w pół kroku i patrzy na mnie, a potem na niego. W ręku ma walizkę i zapewne przyjechał tutaj, by ponownie spróbować nakłonić mnie bym wróciła z nim do Nowego Jorku.
-Witaj Ronaldzie i do zobaczenia – odzywa się Erick. Wygląda jak zwycięzca. Jest pewny siebie, dumny i zadowolony z tego, co się wydarzyło – Będziemy w kontakcie, Megan – dodaje do mnie i wychodzi tak szybko, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Tak naprawdę mam ochotę zapaść się pod ziemię. Zostajemy z Ronem sami, a on pyta po chwili.
-Co to ma znaczyć? – jest zły. Doskonale to wiem i widzę.
-Tylko rozmawialiśmy… - kłamię. Jest mi z tym cholernie źle, ale przecież nie powiem mu o tym, co się stało. Nie mogę i po prostu nie chcę. To sprawa między mną, a Erickiem.
-Jesteś zła, że nie powiedziałem ci, że dzwonił wczoraj? – Ron podchodzi do mnie. Na szczęście chyba nie domyśla się niczego, ale ja mam wrażenie, że nadal cała płonę. Czuję pulsowanie między udami, a moje piersi… Zaraz chyba eksplodują z podniecenia.
-Porozmawiamy o tym innym razem, okej? Nie mam dziś ochoty na kolejną pogadankę – patrzę na Rona błagalnie, a on wyciąga do mnie dłoń.
-Za trzy godziny jest lot do Nowego Jorku. Mam bilety, potrzebne dokumenty i wszystko, co potrzeba. Brakuje tylko ciebie – mówi. Doskonale wiedziałam, że po to tu przyjechał. Waham się, ale chyba naprawdę powinnam wrócić do Nowego Jorku i tam poczekać na kolejny krok Ericka. On wróci z Europy i na pewno znowu będziemy musieli się spotkać. Na tę myśl znowu oblewa mnie fala gorąca. Cholera. Pragnę tego faceta całą sobą i kocham go całym sercem. Moje myśli galopują po jego cudownym ciele, które teraz powinnam czuć na sobie. Gdyby nie Ron, to pieprzylibyśmy się teraz jak szaleni i tego bym nie żałowała, ale to co się stało było dziwne. Jakby zrobił mi to na złość, by udowodnić, że ma nade mną władzę. Przez chwilę byłam przekonana, że to ja kontrolowałam sytuację, a wygląda na to, że Erick znowu grał. Nieźle mu to wyszło. Och, Evans. Ja też umiem grać w tę grę. Ja mu jeszcze pokażę, że też mam swoje zasady do tej gry. Dziś już niewiele brakowało bym wygrała. Wiem to. Czułam, że przez krótki moment miałam go w garści i spróbuję zrobić to jeszcze raz. Teraz muszę czekać na jego ruch. Musi się odezwać ze względu na Adama, bo doskonale wie, że nie odpuszczę. Zerkam na Rona i kiwam głową.
-Daj mi pół godziny i będę gotowa do wyjścia – odpowiadam, a on uśmiecha się lekko. Na pewno cieszy się, że w końcu się zgodziłam, ale nie zna przecież całej prawdy. Mam działać na dwa fronty? Ganię się w duchu, bo to niemoralne, ale chyba nie mam wyjścia. Nie muszę przecież sypiać z Ronem, a z Erickiem… Przyznaję sama przed sobą, że ogromnie go pragnę. Pragnę by był mój i nie odpuszczę. Odkryję jego sekrety, dowiem się o co w tym wszystkim chodzi i jeśli prawda będzie inna niż ta, którą znam, to wtedy okaże się czy będę w stanie wybaczyć mu to wszystko, co zrobił. Tak naprawdę bardzo chciałabym mu wybaczyć, bo w mojej głowie obraz Ericka chyba już zawsze będzie taki, jakiego go poznałam. I bardzo chciałabym by to była prawda.


czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 11

Rozdział 11

Akurat wychodzę spod prysznica, gdy słyszę głos Ronalda. Wydaje mi się, że z kimś rozmawia, ale gdy przechodzę do sypialni jego już tutaj nie ma. Owijam się szlafrokiem i idę do salonu. Patrzę, a Ron kończy właśnie rozmowę telefoniczną, a gdy mnie zauważa minę ma podejrzliwą.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że umówiłaś się na dziś z Evansem? – pyta pretensjonalnie, a ja unoszę brew i wycieram ręcznikiem mokre włosy.
-Może dlatego, że to moja sprawa?
-Chcesz się znowu dać zmanipulować? – podchodzi do mnie. Jest zły, a z miłego nastroju za chwilę nie zostanie zupełnie nic.
-Ron, a mam wybór? Tylko Erick może to jakoś odkręcić – sama nie wierzę w to, co mówię, ale niestety taka jest prawda.
-Zapomniałaś już, że to on cię w to wpakował? Nie bądź naiwna, Meg.
-Nie chcę z tobą o tym rozmawiać, Ron. Erick ma dla mnie jakąś propozycję i chcę go wysłuchać, by wiedzieć, co dalej. Chcę odzyskać swoje życie, swoją przeszłość, by móc jakoś powoli tworzyć przyszłość.
-Jesteś głupia, że mu wierzysz.
-W nic mu nie wierzę! – oburzam się – I nie nazywaj mnie głupią, bo właśnie pieprzyłeś mnie jak dziwkę, a…
-Nie mów tak – Ron od razu zmienia ton na bardziej łagodny – Doskonale wiesz, że cię pragnę i co do ciebie czuję. Dlaczego nie potrafisz w to uwierzyć? – ujmuje moją twarz w dłonie, ale ja jestem niewzruszona. Nie wiem czemu, ale mam wobec niego bardzo mieszane uczucie i zaczynam dostrzegać to dopiero teraz. On chce mnie tylko dla siebie, ale… Mam wrażenie, że tu chodzi o coś więcej i nie podoba mi się to.
-Możesz już iść? Chciałabym odpocząć zanim przyjdzie Erick – odpowiadam i czekam reakcję Rona. Nie jest zadowolony, widzę wręcz, że buzuje w nim wściekłość, ale doskonale wie, że mi nie zabroni. Staram się ignorować głos w głowie, który gani mnie za to, że jestem dla niego taką zołzą, ale… Nie umiem inaczej. To chyba mój system obronny, by nie zaangażować się w to za bardzo, by seks nie znaczył dla mnie tyle, ile znaczył kiedyś, by nie zrobić sobie znowu w głowie jednego wielkiego mętliku.
-Daj mi jedynie znać kiedy masz zamiar wrócić do Nowego Jorku – odpowiada i całuje mnie w policzek, a następnie odwraca się i rusza do drzwi. Nagle czuję, że powinnam go przeprosić, ale nie robię tego. Jeszcze nie teraz. Niech ochłonie, ja też muszę ochłonąć, a po rozmowie z Erickiem na pewno zajmie mi to nieco więcej czasu. Teraz myślę już tylko o tym. Zerkam na zegarek, że już prawie jedenasta i znowu zaczynam się denerwować. Co ten Evans wymyślił? Jak może mi pomóc? I czy to na pewno będzie pomoc? Och, już tak bardzo chciałabym się dowiedzieć na czym stoję.

Wybija północ, a Ericka nadal nie ma. Chodzę po pokoju i zupełnie nie wiem, co mam myśleć. Erick nie zadzwonił. Czy to oznacza, że nie przyjdzie? Mija kolejne pół godziny i postanawiam położyć się do łóżka. Wiem jednak, że nie zasnę. Leżę wpatrując się w sufit i zamykam oczy. I co teraz? Dlaczego Erick nie przyszedł? Dlaczego nie dał mi znać? Wkurzam się, że mnie olał. Po co zawraca mi głowę, a potem się nie zjawia? Znowu zaczyna jakieś gierki? W sumie od razu powinnam się domyślić, że on przecież zawsze gra, ale myślałam, że tym razem naprawdę chciał porozmawiać i miał coś do zaproponowania. Ehhh… Wzdycham, bo miałam głupią maleńką nadzieję, że może będzie inaczej, że coś się w końcu uda. Chyba znowu się pomyliłam.

Nad ranem dopada mnie zmęczenie, ale pulsujący ból głowy nie pozwala zasnąć. Jestem wściekła i znowu kompletnie nie wiem na czym stoję. Idę do salonu, by napić się wody i nie mam ochoty wracać do łóżka. Muszę czymś zająć myśli i jedyne co przychodzi mi do głowy to to, że chyba powinnam dać znać Ronaldowi, że wracam z nim do Nowego Jorku. Nie mam po prostu innego wyjścia. Może tam uda mi się jakoś skontaktować z Erickiem.

Dzwonię do Rona, ale nie odbiera. To też mnie wkurza. Zmęczenie daje o sobie znać, a głowa boli coraz bardziej. Muszę łyknąć coś na ból, bo nie wytrzymam. W hotelowym pokoju znajduję apteczkę i biorę dwie tabletki, a następnie kładę się w salonie na sofie. Staram się nie denerwować, ale na myśl, że Erick znowu coś kombinuje, że znowu chce mi odebrać dziecko trafia mnie szlag. Czemu mi to robi? Mam głupie myśli, że może coś się stało, ale przeganiam je. Erickowi nigdy nic się nie dzieje, bo jak to mówią: złego licho… No wiadomo. Zamartwiam się. Brzuch zaczyna mnie boleć. Głowa pulsuje, aż w końcu zasypiam wykończona tymi złymi emocjami.

Nie wiem o której budzi mnie pukanie do drzwi. Jestem przekonana, że to obsługa i nawet nie chce mi się podnieść z sofy, bo dalej boli mnie głowa. Boże! Chyba dziś umrę. Leżę i gdy ktoś kolejny raz się dobija postanawiam wstać i otworzyć. Dopiero, gdy jestem blisko drzwi, słyszę głos Ericka.
-Meg otwórz, wiem, że jesteś w środku – unoszę brew i przyśpieszam kroku. Chwytam za klamkę i otwieram, a przede mną w całej okazałości stoi Erick Evans w najlepszym wydaniu. Opieram się o framugę i krzyżuję ręce na piersi.
-Dlaczego nie zadzwoniłeś do mnie wczoraj, że nasze spotkanie jest nieaktualne? – pytam wprost, a on unosi brew.
-Ronald nie przekazał ci, że nie przyjdę? – odpowiada zaskoczony i jak gdyby nigdy nic wchodzi do środka. Ruszam za nim, bo jestem zaskoczona.
-Rozmawialiście wczoraj? – krzywię się.
-No tak. Zadzwoniłem, ale on odebrał i powiedział, że ci przekaże.
-Aha… - bąkam. Świetnie! To z nim Ron wczoraj rozmawiał i nie raczył mnie poinformować. Teraz jestem na niego wściekła dziesięć razy bardziej.
-Spotkania mi się przedłużyły, a nie chciałem zawracać ci głowy w środku nocy. Zresztą Ronald dał mi do zrozumienia, że spędzacie noc razem, więc… - Erick wpatruje się we mnie i nie wiem czego oczekuje. Że potwierdzę, że spędziłam noc z Ronem? Chociaż noc to za dużo powiedziane.
-Nieważne – odpowiadam – Przyjechałeś, by porozmawiać? – zmieniam temat. Nie mam do tego głowy, ale skoro już Erick się pojawił, to może dowiem się, co zaplanował.
-Tak, chyba, że nie masz ochoty.
-Nie… Znaczy… Mam, ale boli mnie głowa i… - mówię, a Erick zbliża się do mnie bardzo szybko. Wpatruję się w niego, a on nagle kładzie dłonie na moich skroniach i zaczyna kciukami pasować to miejsce.
-Zrelaksuj się, Meg – jego głos jest tak delikatny, że to wręcz pieszczota dla moich uszu. Ciało rozluźnia się, a pierwszy stres odchodzi w zapomnienie. Zamykam oczy i po prostu daję mu się masować. Zwinne palce Ericka potrafią cuda, bo już po chwili ból jest znacznie mniejszy, a ja czuję się lepiej. Nie wiem tylko czy to zasługa tylko jego palców, czy po prostu tego, że jest?
-Dziękuję – szepczę, gdy Erick wykonuje kilka ostatnich uciśnięć w okolicy mojej skroni. Przez chwilę nie mam ochoty na nic innego, bo tak mi dobrze.
-Ależ nie ma za co – odpowiada, a ja otwieram oczy. Erick uśmiecha się i wpatruje we mnie. Czemu wygląda tak doskonale? Nigdy tego nie zrozumiem – Zjemy razem śniadanie? – proponuje, a ja nie odmawiam. Jestem głodna i z przyjemnością zjem z nim posiłek, a potem liczę na spokojną rozmowę. W dodatku atmosfera jest taka… normalna. Czuję się swobodnie, wręcz doskonale. Erick pokazuje mi zdjęcia i filmiki z Adamem, a śmiech mojego syna, to najlepsza rzecz na całym świecie. Nie mogę się doczekać kiedy znowu go zobaczę, ale liczę, że już niedługo nie będę miała takich zmartwień.
-Powiesz mi w końcu, co wymyśliłeś? – pytam, bo jestem już zniecierpliwiona. Chcę wiedzieć na czym stoję i podjąć decyzję. Erick zerka na mnie i śmieje się cicho. Widzę w nim niepewność, a to takie niespotykane.
-Jesteś ciekawa?
-Ciekawa? To wszystko zżera mnie od środka, Ericku. Proszę, powiedz mi, bo już nie wytrzymam – poprawiam się nerwowo na krześle. Siedzimy razem przy stole i właśnie kończymy jeść śniadanie. W sumie ja już skończyłam, ale Erick coś się ociąga.
-Nie wiem czy ci się to spodoba, bo…
-Po prostu powiedz – przerywam mu i nagle chwytam go za dłoń. To chyba z desperacji – Powiedz mi jaki masz plan, by to wszystko odkręcić? – dodaję, a Erick patrzy mi prosto w oczy.
-Amnezja – mówi, a ja się krzywię.
-Co?
-Nie możesz tak po prostu wrócić, Meg. Po pierwsze, za wiele osób pytałoby cię o to, co się z tobą działo przez ten cały czas, a po drugie… To zbyt ryzykowne dla ciebie. Pomyślałem, że upozorujemy iż cierpisz na amnezję i nie pamiętasz tego, co się działo. Ustalimy jakąś granicę, byś pamiętała np. Adama, ale wypadku już nie. Rozumiesz? – jestem zaskoczona jego propozycją.
-Mam udawać, że niczego nie pamiętam?
-Tak.
-I to ma być ten genialny plan? – pytam z niedowierzaniem – Przecież…
-Meg, nikt nie może się dowiedzieć o tym, co wiesz ty. Powiemy wszystkim, że upozorowałem twoją śmierć, a potem obudziłaś się po śpiączce i niczego nie pamiętasz, więc czekaliśmy aż coś sobie przypomnisz, ale tak się nie stało, więc postanowiłem o wszystkim powiedzieć twojej rodzinie.
-No tak, i wyjdziesz na superbohatera, bo próbowałeś mnie ratować. Świetny plan, Ericku – burczę. Nie tego się spodziewałam po geniuszu strategii i manipulacji.
-To tylko propozycja. Nie musisz się zgadzać – odpowiada spokojnie.
-Nie muszę, ale co dalej? Co jeśli się nie zgodzę udawać amnezji? – pytam, patrząc mu prosto w oczy.
-Nie mam innego planu.
Jest szczery, ale to mi nie pomaga.
-Szkoda, że nie potrafisz sprawić bym naprawdę zapomniała o tym, co się stało. O tym jaki los mi zafundowałeś i to dosłownie. Zabawiłeś się mną, byłam pionkiem w twojej grze, a teraz mam zgodzić się na twój plan, bo nie chcesz, by ktokolwiek dowiedział się o tym, co zrobiłeś. To jest sprawiedliwość, Ericku?
-Nie ma sprawiedliwości, Meg. Jeśli masz pieniądze, możesz wszystko – jego wzrok przeszywa mnie na wskroś. Dołujące myśli znowu pojawiają się w mojej głowie.
-Więc rób wszystko, ale beze mnie. Nie będę brała udziału w tej farsie.
-I co? Co zrobisz, Meg? – Erick wstaje i podchodzi do mnie. Opiera się o stół i patrzy, a gdy nie może napotkać mojego spojrzenia, to chwyta moją brodę bym rozmawiała z nim twarzą w twarz – Będziesz dalej ukrywać się u Ronalda? Będziesz udawać, że coś do niego czujesz? A może…
-A może, co? – pytam i wstaję, bo nie chce, by mnie dotykał.
-A może myślisz, że dalej będę pozwalał ci zabierać do siebie Adama? Ile tak wytrzymasz? Miesiąc? Dwa? Aż w końcu będziesz miała dość potajemnych spotkań i zarządzasz ode mnie innego rozwiązania, ale uprzedzam. Nie ma innego rozwiązania, Meg. Albo zgodzisz się na mój plan, albo odpuść.
-Mam odpuścić walkę o własne dziecko?! – piszczę.
-Nie musisz ze mną walczyć – Erick robi krok, ale ja się cofam.
-Nie muszę?! Robisz wszystko bym czuła, że nie mam na nic wpływu. Ograniczasz mi relację z dzieckiem, wydzielasz czas według swojego widzimisię. Ja się na to nie zgadzam.
-Więc pójdź na ten układ, a będzie lepiej.
Jego spokój mnie drażni. Mam ochotę krzyczeć ze złości.
-Lepiej dla mnie? – pytam cicho.
-A jak inaczej to sobie wyobrażasz? Miałabyś od tak zmartwychwstać? – Erick krzyżuje dłonie na piersi i znowu intensywnie się we mnie wpatruje.
-Nie wiem? Możemy się umówić, że niby ta śmierć była tylko ukartowana, ale amnezja? Ericku, to się nie uda i ty doskonale o tym wiesz. Media nie dadzą mi spokoju, policja nadal próbuje wyciągnąć ze mnie, co się stało.
-No właśnie, ale im niczego nie powiedziałaś.
-Bo nie wiem, co by to zmieniło. Co by dało gdyby prawda wyszła na jaw? Kto by za to odpowiedział? – wzdycham, a Erick śmieje się cicho.
-Pytasz czy grozi mi za to jakaś odpowiedzialność karna?
-Tak – patrzę na niego.
-Sama wiesz, że nie ma sprawiedliwości. To wszystko jest za bardzo skomplikowane i niebezpieczne, ale ja mam taką pozycję, że tak naprawdę prawo mnie nie interesuje. Mógłbym teraz wyjść na ulicę i zabić człowieka i nie odpowiedziałbym za to.
Przechodzi mi dreszcz, bo to brzmi tak cholernie szczerze. Patrzę na Ericka i myślę: ty potworze, a z drugiej strony znowu jestem zagubiona.
-Więc dalej masz zamiar się w to bawić i nie obchodzi cię, co ja myślę i czego chcę?
-Decyzja należy do ciebie, Meg. Przemyśl moją propozycję i po prostu daj mi odpowiedź. Wiem, że jesteś zaskoczona i to będzie dla ciebie trudne, ale to jedyne wyjście z tej sytuacji.
Erick nadal jest spokojny. Odpuszczam dalszą rozmowę, bo do niczego to nie prowadzi. Nie wiem czy mam w ogóle co przemyśleć, bo z góry nie podoba mi się jego „genialny” pomysł. Muszę to jednak przetrawić i wtedy podejmę ostateczną decyzję.  On i tak wie, że nie tego oczekiwałam, ale tak naprawdę, czy jestem aż tak naiwna, że myślałam, że on pomoże mi wrócić do żywych na moich warunkach?
-Przemyślę to – bąkam i chcę odejść, ale Erick chwyta mnie w ramiona.
-Bardzo. B.A.R.D.Z.O. Bym chciał cofnąć czas i wiele zmienić, ale nie mogę, Meg – mówi nagle. 


Mam zamknięte oczy, ale po sekundzie czuję jego usta na swoim czole – Nie odkupię swoich win. Nie wynagrodzę ci tego, co wycierpiałaś. Tak naprawdę powinienem o tobie zapomnieć, a… Nie potrafię. Nie wiem czy to miłość? Fascynacja? A może to, że okazałaś się dużo większym wyzwaniem niż się spodziewałem? Nazywaj to jak chcesz, ale…
-Nie mów mi takich rzeczy, Ericku – chcę się odsunąć, ale mi nie pozwala.
-Nie uciekaj, bo na to nie pozwolę, Meg. Cokolwiek zadecydujesz i tak będę wszystko kontrolował, bo nie mogę pozwolić byś robiła, co chcesz. Tak naprawdę twoje życie dalej leży w moich rękach, ale nie obawiaj się, bo nie zrobię ci więcej krzywdy – jego słowa brzmią jak obietnica. Co mam o tym myśleć? Nie wiem. Jedyne na co mam ochotę, to przytulić go mocno, bo czuję zapach, który przywołuje we mnie cudowne wspomnienia. O Boże… Dałabym wszystko, by to co się stało okazało się złym snem. Pragnę obudzić się w jego łóżku, w nocy w której nic nie było jeszcze takie skomplikowane. Pragnę by mnie kochał, tak szczerze i całym sercem. By mnie chronił, jak najdroższą mu osobę na świecie.  By nie traktował mnie jak element gry, jak marionetkę, którą rzucał na pożarcie ludziom, którzy również grają w tę pierdoloną grę.
-Ericku… - mówię tak cicho, że sama ledwie siebie słyszę. Patrzę na niego i nie wiem co mnie nachodzi… - Kocham cię – dodaję, a jego oczy robią się wielkie.  Są pełne strachu, niepewności. Doskonale wiem, że on nie chce tego słyszeć – Nadal cię kocham… - szepczę, ale o dziwo jest mi lepiej, bo nie umiem się już oszukiwać. Kocham go jako człowieka. Gdzieś w głębi serca czuję, że jest taki jakim go poznałam, a to wszystko inne to gra w którą po prostu musi grać. Nie wiem czemu, ale musi.
-Boże, Meg… - dłonie Ericka zsuwają się niżej na moją talię i obejmują mnie mocniej. Jego usta drżą tuż przy moim czole, a ja czuję gorący oddech na skórze – Ja… Ja też… - mówi, ale po sekundzie kręci głową – Nie, nie mogę. Muszę już iść – puszcza mnie i rusza do drzwi, a ja za nim.
-Ericku! Zaczekaj! – praktycznie krzyczę, by nie wychodził. Wiedziałam! Wiedziałam, że nadal mnie kocha. Czułam to. Och, Boże! Co teraz? O co w tym wszystkim chodzi?! – Ericku! Błagam cię! – wyprzedzam go i dopadam do drzwi. Zastawiam je, by nie sięgnął do klamki – Porozmawiaj ze mną! – chcę nawiązać kontakt wzrokowy, ale Erick unika mojego spojrzenia.
-Muszę już iść – powtarza i chce bym się odsunęła, ale nie mam zamiaru.
-Zostań ze mną – wyciągam do niego dłoń. Jeśli mnie odtrąci, to chyba umrę, ale muszę zaryzykować – Zgodzę się na wszystko, ale zostań ze mną – dodaję, by go przekonać. Erick w końcu patrzy na mnie. Jest zły, ale na samego siebie, że pokazał mi te emocje, które tak długo ukrywał.
-Na co się zgodzisz? – pyta, ale jednocześnie kręci głową, jakby nie chciał zrozumieć moich słów. Robię krok w jego stronę, by go objąć, ale mi nie pozwala. Cofa się, ale ja nie rezygnuję. Mam wrażenie, że to moja jedyna szansa. Na co? Na to, by go odzyskać, a co będzie dalej? Nie wiem, ale wtedy na pewno będzie łatwiej.
-Kochasz mnie, Ericku. Pocałuj mnie, proszę – żądam. Jestem pewna siebie. Na pewno też trochę zdesperowana, ale to nie ma znaczenia. Wiem, że to co mówię ma sens. On też to wie. Pragnie tego. Pragnie mnie pocałować. Widzę, to w jego w oczach, które momentalnie płoną. Są pełne żaru, strachu, ale pożądają mnie jak szalone. Erick jest na detoksie, a to ja jestem pokusą. Jestem jego narkotykiem, a on chce… Chce mnie spróbować. Chce mnie mieć i jeśli tylko zdobędzie się na to krok, to znowu będę jego. Chcę być. Tylko jego.


poniedziałek, 29 maja 2017

Rozdział 10

Rozdział 10

Adam nie daje mi pospać. Jest dokładnie szósta trzydzieści dziewięć, gdy przegrywam walkę o kolejną minutę snu i wstaję, by biec za Adamem, który właśnie broi coś w salonie. Przyśpieszam, gdy słyszę  brzdęk czegoś, co uderzyło właśnie o podłogę.
-Synku, nie wolno! – mówię głośno i podbiegam, by wyjąć mu z ręki metalową figurkę, która za sekundę zapewne dołączyłaby do tej, która już leży obok jego stóp.  Adam znalazł je na okrągłym stoliku na którym stoi też karafka z wodą i whisky. Dobrze, że nie złapał za nie w pierwszej kolejności.
-Mama! – mały śmieje się głośnio i chce uciekać, ale biorę go na ręce i zanoszę do łóżka.

To najlepszy poranek odkąd pamiętam. Rozmawiam z moim synkiem, patrzę na niego i trudno mi uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Mogę go dotknąć, przytulić, ucałować jego cudowną buzię. Nabieram sił, a moją głowę wypełniają coraz to bardziej pozytywne myśli. Wszystko się ułoży. Będzie dobrze. Powtarzam i chcę, pragnę z całego serca, by tak było. Cokolwiek się teraz stanie, to mam Adama i już nic nas nie rozdzieli.

Koło dziewiątej przyjeżdża Erick. Jestem zaskoczona jego zachowaniem, bo przywiózł nam śniadanie, mimo że w hotelu wszystko mamy zapewnione. Adam zajada się właśnie słodką bułeczką z domowymi konfiturami, a ja próbuję cokolwiek przełknąć. Kilka chwil w obecności Ericka i od razu czuję ścisk w żołądku. Nie wiem czy denerwuję się przed naszą rozmową, czy może to, że Erick ma na sobie elegancki garnitur działa na mnie w taki dziwny sposób? Zerkam na niego i staram się nie wracać myślami do przeszłości.
-Więc o której chcesz się spotkać? – pytam, by ustalić szczegóły dzisiejszego wieczoru. Nie wiem, jak mam się mentalnie przygotować na tę rozmowę? Można się w ogóle przygotować na coś takiego?
-Mam dziś sporo spraw i do wieczora będę zajęty. Najwcześniej mogę spotkać się z tobą o jedenastej. Pasuje ci? – Erick zerka na mnie.
-Pracujesz podczas miodowego miesiąca? – pytam – To takie w twoim stylu –dodaję po chwili i łapię się na tym, że bezwiednie się uśmiecham.
-Pasuje ci? – Erick nie ma dziś humoru. Kolejny raz sprawdza swój telefon i odpisuje na wiadomość. Bąkam pod nosem, że mi obojętne o której się spotkamy i zapada cisza. Adam nie zwraca na nas uwagi, a ja czekam na to, co powie Erick. Nerwowo wstukuje coś w ekranik swojego smartfonu, aż w końcu zerka na mnie i mówi – Pokłóciłem się z Aną i… - nagle gryzie się w język, bo najwidoczniej dochodzi do niego, że mnie to raczej nie powinno interesować.
-Małżeńskie kłótnie, to chyba normalna rzecz – wstaję od stołu w jadalni, by pożegnać się z Adamem. Nie wiem kiedy teraz go zobaczę, ale mam nadzieję, że niedługo.
-Nie wiem,  to moje pierwsze małżeństwo – odpowiada Erick i podchodzi do mnie – Czy wszystkie kobiety po ślubie stają się zołzami? – pyta, a ja nie wiem czy żartuje, czy mówi poważnie.
-Nie wiem, nigdy nie byłam czyjąś żoną – odpowiadam i wzruszam ramionami. Dziwna ta rozmowa i nie wiem do czego ma ona prowadzić? Erick w końcu uśmiecha się, ale nie mam pojęcia o czym myśli. Jego oczy błyszczą, a ja znowu łapię się na tym, że kiedyś bardzo mi się to podobało.
-Jeszcze będziesz szczęśliwa – mówi i podchodzi, by wziąć Adama na ręce i podsuwa go do mnie, bym mogła się pożegnać. Co oznaczają jego słowa? Nie mam pojęcia, ale uśmiecham się, bo całe moje szczęście, to mój synek i w tym momencie niczego mi więcej nie potrzeba.
-Kiedy znowu będę mogła go zobaczyć? – pytam jedynie.
-Ustalimy wszystko dziś wieczorem. Przyjadę tutaj koło jedenastej. Zamówić nam jakąś kolację? – Erick ogarnia Adama, który całą buzie ma w konfiturze.
-Jeśli chcesz, ale to będzie dość późna pora na kolację – odpowiadam.
-Rozmowa może być długa i intensywna, więc… - Erick zerka na mnie. Intensywna? Przełykam ślinę, bo nagle moje myśli galopują w zupełnie innym kierunku niż powinny. Słowo intensywny kojarzy mi się z Erickiem w dość wymowny sposób.
-Najwyżej coś zamówimy, jak już przyjedziesz – przytulam Adama i cieszę się, że do wieczora będę miała kilka chwil tylko dla siebie, bo zdecydowanie tego potrzebuję. Marzę o długiej relaksującej kąpieli, bo wiem, że wieczorem czekają mnie duże emocje. Długa i intensywna rozmowa z Erickiem zapewne będzie też bardzo wyczerpująca. Czemu to wszystko kojarzy mi się z seksem? Potrząsam głową, bo to niedorzeczne. O czym ja myślę?!
-Pora na nas. Widzimy się wieczorem – Erick uśmiecha się jakby czytał mi w myślach. On też ma takie skojarzenia? Patrzę na niego i kompletnie nie wiem, co o nim myśleć. Kochać go czy nienawidzić? Sama nie wiem co byłoby dla mnie lepsze. Dzisiejszy wieczór to jedna wielka niewiadoma i trudno mi przygotować się na nawet na ewentualny scenariusz. Co zaproponuje mi Erick? Jaki ma plan? Boję się, a z drugiej strony jestem naprawdę ciekawa, co wymyślił. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak wysłuchać go i podjąć kolejną ważną decyzję.

Jest chwila przed siódmą wieczorem, gdy dostaję telefon z recepcji, że chce mnie odwiedzić Ronald Binenti. Wczoraj zareagował bardzo  emocjonalnie, ale nie uważam, że dziś jest dobry moment na naszą rozmowę. Nie chcę się przed nim tłumaczyć, a doskonale wiem, że tak by było. Odmawiam wizyty, ale recepcjonistka pod presją Rona bardzo nalega. W końcu niechętnie się zgadzam i  czekam chwilę, aż Ron wjedzie na piętro hotelu. Nie wiem czemu mam wrażenie, że denerwuję się bardziej niż przed rozmową z Erickiem. Gdy widzę, jak wychodzi z windy mam w żołądku ścisk. Jego mina też nie zapowiada miłej i niezobowiązującej rozmowy.
-Witaj,Meg! –Ron podchodzi do mnie i ujmuje moją dłoń. Całuje ją, a mnie ogarnia nagle dziwne uczucie, że przyszedł się pożegnać.
-Cześć, wejdźmy do środka – zapraszam go i razem udajemy się do salonu na sofę. Proponuję mu coś do picia, ale odmawia. Głodny też nie jest. Po chwili ciszy Ron w końcu spogląda na mnie i uśmiecha się tak cholernie smutno.
-Przyszedłem zapytać czy wrócisz ze mną do Nowego Jorku? – zaczyna od konkretów, ale jakby doskonale znał odpowiedź. Stąd ta mina, pełna żalu i czegoś czego nie umiem do końca rozszyfrować.
-Dopóki Adam jest tutaj, to ja…
-Przyrzeknij mi, że chodzi jedynie o Adama – przerywa mi nagle. Co sugeruje? Że chcę tu zostać dla Ericka? To jakiś absurd.
-Zależy mi tylko na nim – odpowiadam pewnie.
-A na mnie? – Ron znowu patrzy mi w oczy – Na mnie ci już nie zależy?  Nic dla ciebie nie znaczę? – jego pretensjonalny ton jest zrozumiały, ale nie wiem co mu powiedzieć. Nie chcę go ranić. Boże, on na to nie zasłużył. Spuszczam wzrok i choć wiem, że w tym wypadku milczenie to dla Rona kolejny cios wolę oszczędzić słów, których za chwilę mogłabym żałować – Evans znowu zaczyna mieszać ci w głowie – stwierdza po chwili z pretensją w głosie.
-Tak trudno zrozumieć, że chodzi mi jedynie o moje dziecko? Ron, Adam to mój syn i  tylko jego mam!
-Tylko jego masz, bo mnie nie chcesz! – warczy na mnie nagle – Mi naprawdę na tobie zależy, Meg, ale odtrącasz mnie. Dajesz się zbliżyć, by za chwilę odgrodzić się murem. Rozumiem, że to co przeszłaś…
-Przestań wracać do tego co było, Ron. Dla mnie to przeszłość i chciałabym o tym zapomnieć. Chciałabym odzyskać swoje życie i móc w spokoju budować swoją przyszłość. Teraz chcę odzyskać syna, a potem…
-A potem co? – Ron znowu mi przerywa – Potem może dasz mi szanse, albo o mnie zapomnisz?
-A potem może znajdę w sobie siłę, by uwierzyć, że jestem w stanie kogoś pokochać. Nie chcę robić z ciebie testera swoich uczuć, bo sama nie wiem czy kiedykolwiek w moim sercu zagości jeszcze jakiś mężczyzna, ale uwierz mi, że bardzo chciałabym byś był to ty… - odpowiadam cicho. Wiem, że Ron mnie kocha, ale ja… Nie kocham jego. Ufam mu, ale też nie do końca, bo po tym co się stało nie wiem czy kiedykolwiek zaufam komuś bezgranicznie. Ron nic nie odpowiada, ale wiem, że go zawiodłam. Nic jednak nie poradzę na to, że teraz chcę być przy swoim synku.
-Pójdę już – wstaje po chwili i rusza do drzwi. Nie mogę go zatrzymać, a może nie chcę? On nie może wymagać ode mnie takiego poświęcenie, nie może mieć mnie na wyłączność.
-Ron, nawet się nie pożegnasz? – pytam. Nie wiem czego oczekuję? Może tego, że powie, że gdy wrócę, to mam się odezwać. Albo tego, by zapewnił mnie, że w ogóle mam gdzie wracać. Ron robi jeszcze dwa kroki, ale w końcu zatrzymuje się i odwraca – Nie chcę, by to było pożegnanie na zawsze – dodaję, gdy nasze spojrzenia się spotkają. Nie chcę go stracić, ale muszę postawić swoje warunki.
-Nie powiedziałem, że żegnam się na zawsze – mówi i podchodzi do mnie.
-Ale tak się zachowujesz – wzdycham i obejmuję go. Chcę się przytulić i choć odrobinę pokazać mu, że coś do niego czuję. Nie wiem co to jest, bo to nie miłość, ale nie traktuję go tylko jak przyjaciela.
-Więc mam ładnie powiedzieć, że się żegnam i wtedy będzie w porządku? – Ron uśmiecha się ironicznie, ale przyciąga mnie do siebie.
-Nic nie jest w porządku.
-Ale mogłoby być, aniołku. Razem jakoś byśmy to poukładali. Wróć ze mną do Nowego Jorku, proszę – Ron ujmuje moją twarz w dłonie i nagle całuje mnie w usta. Jestem zaskoczona tym, że bez wahania oddaję pocałunek. Robię to jakbym naprawdę tego potrzebowała. Niewinny całus  przeradza się w namiętny taniec języków, a ja już wiem czego pragnę w tej konkretnej chwili. Chcę być z nim. Chcę go poczuć. Chcę mieć pewność, że na mnie poczeka, że znaczę dla niego naprawdę wiele. Pierwszy raz od tak dawna jestem pewna, że chcę tego. To dodaje mi odwagi. Sięgam dłonią do paska spodni Ronalda i rozpinam go. Ron uśmiecha się, ale nie przestaje mnie całować. Dociera do mnie, że po to tu przyjechał, ale ja również tego pragnę.
-To nie będzie seks na pożegnanie? – pytam dla żartu, a on śmieje się głośno.
-Czyli mam się postarać, by ci się podobało i wracać po więcej? – chwyta mnie w pasie i podsadza na siebie, a ja oplatam go nogami.
-Na razie po prostu to zrób, a potem pogadamy o całej reszcie – odpowiadam i to ostatnie wyraźne słowa jakie padają z moich ust. Po chwili już tylko jęczę, bo usta Rona przypuszczają atak na moją szyję, dekolt i piersi. 


Nie sądziłam, że jestem aż tak spragniona. Nie ma we mnie ani trochę wstydu i krępacji. Odkrywam swoje pragnienia na nowo. Moje ciało w końcu zaczyna uczyć się przyjemności. Nie boję się tego. Świat wiruje, ale to takie przyjemne znowu czuć się kobietą. A Ronald doskonale wie czego pragną kobiety. Czego ja pragnę. Zduszam krzyk, gdy jego język dociera do mojej cipki. Nie trzeba mi wiele, by osiągnąć ekstazę, bo skumulowane we mnie uczucia i emocje wybuchają dosłownie po chwili. Nie byłam przygotowana na tak intensywne doznanie. Już prawie zapomniałam, że seks daje wiele więcej niż tylko przyjemność. To wszystko siedziało we mnie i w końcu zostało uwolnione.
-Pragnę cię, Meg. Jesteś tylko moja – Ron dyszy mi prosto do ucha, by po chwili być już we mnie. To jakiś obłęd. Przyjemność, której nie potrafię porównać z niczym innym. Z moim ciałem znowu zaczyna się coś dziać. Każdy mięsień drga, a słodkie skurcze sprawiają, że chyba zaraz postradam zmysły – Powiedz to – rozkazuje Ron. Porusza się powoli, jakby chłonął każdą sekundę spędzoną we mnie.
-Ron…
-Jesteś moja, Meg! – przerywa mi, chwytając gwałtownie moją brodę. Patrzy mi w oczy i znowu mnie całuje, a następnie przyśpiesza – Jestem twoja, Ron. Powtórz za mną! – wymusza na mnie tę dziwną i niezrozumiałą dla mnie deklarację. Wystarczy chwila, a ja majaczę każde słowo jakie tylko zechce. Nie umiem nad tym zapanować, ale jeśli tak będzie mu łatwiej, to spełnię jego prośbę. Chcę być jego i budować na nowo swoje życie. Chcę odzyskać syna i chcę by Ron mi w tym pomógł.